Gdyby wreszcie ruszyć z miejsca i się nie zatapiać
wgłębić się w spacer w chmurzastym lesie
Chmury to oczywiście mgła
Rosa też wyobrażała sobie mgłe jako chmury ona chciała dostać się do nieba
Wypłynęła na mgliste jezioro i się utopiła, bo tak bardzo fantazjowała na temat latania.
łódka była chyba dziurawa
Nie jestem pewna, czy była taka nieszczęśliwa, że to się stało.
Choć pewnie żałuje, że nie obejrzy już kwitnących kwiatów na polu.
Wydała mi się bliska
Samotna
Zawieszona, między istnieniem, a nieistnieniem.
Trzyma nas tu tylko ta cielesna powłoka, której nienawidzę.
Pomarszczony worek z fekaliami.
Muszę zachować odpowiednią kolejność.
nikt tego nie rozumie...
Nie wiem czemu ale w głowie mam podświadomy plan.
Tylko...nie on jest świadomy, ja wiem co się stanie.
TYLKO, że to nie jest mój plan....tylko no właśnie....kogo?
Pani życia i śmierci mieszkającej w mojej głowie?
Nie wiem.
ale ona wie co chce....zakazała mi się ciąć
To jest nagrodą, jeśli spełnię "Podpunkty"
Wyobrażacie sobie, że się nie tnę tylko dlatego...bo mój czerep uznaje to za przyjemność i nagrodę?
to dziwne, przecież ktoś normalny uznałby, że to kara.
Jutro mam widzenie z psychiatrą....nie powiem jej chyba o moim planie
on musi się dokonać..to przeznaczenie.
Choć bardzo byłabym ciekawa reakcji pani, na te wyznanie.
Tak więc ONA uważa że najpierw powinnam schudnąć.
Wyniszczyć ciało, którego nienawidzę, a potem pozwoli mi w nagrodę się ciąć.
To są jej myśli i przekonania...
Lecz głęboko to popieram.
Nie rozumiesz tego bełkotu, prawda?
ale to prawda....przecież nie kłamię...
Gdy słyszę muzykę z mrocznego czerwonego kapturka....moja dusza ulatuje i jest gotowa.
Gotowa na przyjęcie cierpienia.
Przysięgam Ci destrukcję Twoje największe pragnienie.....przyłożę się, jutro trzeba zacząć ten epilog
niedziela, 3 listopada 2013
wtorek, 1 października 2013
Kim Ona jest?
Gdy byłam młodsza, myślalam że opętał mnie zły duch.
Obce myśli plujące na Boga i ludzi.
Byłam bezsilna....i tak nikt nie uwierzyłby mi.
Przestałam wierzyć w Boga, bo im bardziej starałam się wierzyć....ten głos był intensywniejszy.
A chciałam, aby zamilkł.
Ponoć w egzorcyzmie kluczowe jest, aby się dowiedzieć jak ma na imię owy demon
wtedy można go wygnać.....
ja nie znam jej imienia po dziś dzień.
Wiele razy pytałam się jej kim jest i jak ma na imię.
Nigdy nie chciała mi powiedzieć.
I jeszcze te różne sny....czułam,że to wielka mroczna siła.
Kiedyś...przyśniła mi się straszna kobieta, która jedno oko miała niebieskie, drugie ciemne.
Zapytałam kim jest-ona odpowiedziała mi... "potworem".
Więc może powinnam powiedzieć, że w głowie mam potwora.
Nie zapomnę tego dnia, gdy obudziłam się w nocy....
leżałam na boku, a jakaś dłoń dotknęła mojego ramienia i zaczęła mnie gładzić i szeptać.
Powiedziała" Taki mam instynkt"
Niech się śmieją ludzie, że miałam głupi sen.
Lecz ja wiem..to było tak realistyczne, no i nie poczułam żebym się budziła.
Po prostu, powietrze w pokoju stało się inne, obróciłam się i nikogo nie było.
Po tym pamiętam, jak przez kilka nocy chciałam spać z tatą.
Dziś to chyba już bym się nie bała.... tak wszystko mi jedno.
Nie doświadczyłam już bardziej namacalnych rzeczy.
Zastanawiają mnie moje dzisiejsze sny.
Najczęściej śni mi się, że staram się wrócić do domu zanim nastąpi koniec świata.
Ostatnio nawet przed oczami widziałam śmierć, kościstą i czarnych szmatach.
Normalny człowiek uciekałby i płakał?
Ja powiedziałam: Szkoda, ale okej w sumie dobrze.
Albo śni mi się, że ktoś mnie goni z nożem....ja uciekam i nie mogę uciec. Wtedy wreszcie poddaje się i odczuwam ogromną ulgę, że nie muszę już uciekać....umieram.
Trzecia opcja...zwykle dzieje się wtedy, gdy jestem świadoma że śnię, popełniam samobójstwo. Robiłam to na tysiąc sposobów już w swoich snach.....Ostatnio mniej świadomie już podcinałam sobie żyły nożem....w śnie.
Wróćmy do niej, jak wygląda. Kobieta, unosząca się często w powietrzu. Ma bladą skórę, usta jest przeraźliwie chuda, ma długie czarne włosy, oczy jak niebo.....jest piękna. Jej szaty unoszą się lekko, są zwiewne, sukienka, czarna ...kojarzy mi się z mgłą. Występuje tak, lub w białych szatach, równie zwiewnych. Rzadko widzę jej twarz, przykrywają ją długie włosy.....czasami nie pamiętam jak wygląda. Emocje jej....nigdy nie widziałam jej w złości, w wielkiej euforii. Jest spokojna, jej usta są obojętne lub lekko uśmiechnięte. Nie pamiętam już...czy kiedykolwiek mnie dotykała, ale zawsze stała za moimi plecami. Najczęściej widzę ją wtedy, gdy spoglądam przez lustro.....nic dziwnego skoro stoi za mną.....mówi mi wtedy jaka gruba jestem i brzydka. Czasami też gdy leżę...widzę ją na suficie......ale to tylko moje wyobrażnia.....ja tak na prawde nic nie widzę. Wyobraziłam sobie Ją jak dziecko.....jestem beznadziejna
Obce myśli plujące na Boga i ludzi.
Byłam bezsilna....i tak nikt nie uwierzyłby mi.
Przestałam wierzyć w Boga, bo im bardziej starałam się wierzyć....ten głos był intensywniejszy.
A chciałam, aby zamilkł.
Ponoć w egzorcyzmie kluczowe jest, aby się dowiedzieć jak ma na imię owy demon
wtedy można go wygnać.....
ja nie znam jej imienia po dziś dzień.
Wiele razy pytałam się jej kim jest i jak ma na imię.
Nigdy nie chciała mi powiedzieć.
I jeszcze te różne sny....czułam,że to wielka mroczna siła.
Kiedyś...przyśniła mi się straszna kobieta, która jedno oko miała niebieskie, drugie ciemne.
Zapytałam kim jest-ona odpowiedziała mi... "potworem".
Więc może powinnam powiedzieć, że w głowie mam potwora.
Nie zapomnę tego dnia, gdy obudziłam się w nocy....
leżałam na boku, a jakaś dłoń dotknęła mojego ramienia i zaczęła mnie gładzić i szeptać.
Powiedziała" Taki mam instynkt"
Niech się śmieją ludzie, że miałam głupi sen.
Lecz ja wiem..to było tak realistyczne, no i nie poczułam żebym się budziła.
Po prostu, powietrze w pokoju stało się inne, obróciłam się i nikogo nie było.
Po tym pamiętam, jak przez kilka nocy chciałam spać z tatą.
Dziś to chyba już bym się nie bała.... tak wszystko mi jedno.
Nie doświadczyłam już bardziej namacalnych rzeczy.
Zastanawiają mnie moje dzisiejsze sny.
Najczęściej śni mi się, że staram się wrócić do domu zanim nastąpi koniec świata.
Ostatnio nawet przed oczami widziałam śmierć, kościstą i czarnych szmatach.
Normalny człowiek uciekałby i płakał?
Ja powiedziałam: Szkoda, ale okej w sumie dobrze.
Albo śni mi się, że ktoś mnie goni z nożem....ja uciekam i nie mogę uciec. Wtedy wreszcie poddaje się i odczuwam ogromną ulgę, że nie muszę już uciekać....umieram.
Trzecia opcja...zwykle dzieje się wtedy, gdy jestem świadoma że śnię, popełniam samobójstwo. Robiłam to na tysiąc sposobów już w swoich snach.....Ostatnio mniej świadomie już podcinałam sobie żyły nożem....w śnie.
Wróćmy do niej, jak wygląda. Kobieta, unosząca się często w powietrzu. Ma bladą skórę, usta jest przeraźliwie chuda, ma długie czarne włosy, oczy jak niebo.....jest piękna. Jej szaty unoszą się lekko, są zwiewne, sukienka, czarna ...kojarzy mi się z mgłą. Występuje tak, lub w białych szatach, równie zwiewnych. Rzadko widzę jej twarz, przykrywają ją długie włosy.....czasami nie pamiętam jak wygląda. Emocje jej....nigdy nie widziałam jej w złości, w wielkiej euforii. Jest spokojna, jej usta są obojętne lub lekko uśmiechnięte. Nie pamiętam już...czy kiedykolwiek mnie dotykała, ale zawsze stała za moimi plecami. Najczęściej widzę ją wtedy, gdy spoglądam przez lustro.....nic dziwnego skoro stoi za mną.....mówi mi wtedy jaka gruba jestem i brzydka. Czasami też gdy leżę...widzę ją na suficie......ale to tylko moje wyobrażnia.....ja tak na prawde nic nie widzę. Wyobraziłam sobie Ją jak dziecko.....jestem beznadziejna
Na granicy dobra i zła
Miałeś w sobie kiedyś tylko jedno życzenie? Niezależne od wydarzeń?
To żałosne, że wszyscy starają się leczyć mój smutek.
Nie wiedzą, że to nie on mnie zabija i popycha do Rzeczy. Ja czuję, tego nigdy nie powiedziałam, że musi wydarzyć się coś skrajnego.
Albo ogromna rozpacz, aby skończyć.....alboo ogromna radość, aby skończyć. Nie ma znaczenia, ktoś myśli, jak można skończyć ze szczęścia.
Można....zapamiętać to jedno uczucie, aby się nie skończyło.
Jak się stanie, to Bóg nie wybaczy, dlatego muszę robić dużo dobrego, aby wybaczył.
Dał mi życie, które jest w moich rękach, a jeśli się nie prosiłam?
Na razie jestem pomiędzy. Jedna moja część, tak myśle że ta może nawet chciałąby żyć, a druga...
Miałeś w sobie drugą, piękną istotę lepszą od Ciebie, której zawsze chciałeś słuchać?
I ona była Twoim przeznaczeniem, do którego podświadomie dążysz.
Nie znam jej imienia, wiem tylko jak wygląda. Czasem sobie ją wizualizuje, że stoi gdzieś obok.
Doskonała. Lepiej, gdy czuje że jest gdzieś za moimi plecami, niż odzywa się się tylko w mojej głowie.
Czuję się wtedy bardziej normalna, niż gdybym była wariatką.
Nikt mi nie wierzy, że ona mieszka w mojej głowie.
Każdy kto o niej słyszał, mówi że przecież to Ty.
Może i tak....ale ja czuję jakbyśmy byli osobnymi istotami.
Ona tylko jak demon, czasem wkrada się i opanowuję moją duszę i ciało.
Wtedy myślę jak ona....chciałabym tak myśleć to moja doskonałą część.
Nikt nie wierzy, że słyszę jej głos w mojej głowie, nie to niejest dźwięk- to jest myśl, jakby telepatia.
Mieszka tam i mówi do mnie, skazuje, zakazuje, czasem pochwala.
Niepokoję się gdy milczy....naprzykład teraz w ogóle jej nie słyszę...
Gdy ona milczy, jestem samotna, ale i spokojna, opanowana i nie chce robić złych rzeczy sobie i innym.
Byłam na psychoterapii....
Nikt nie wie dlaczego, wszyscy myślą że chciałam sobie pomóc.
Pani Karolino, skoro pani tu przyszła to znaczy, że chciała sobie pani pomóc.
Ja tylko robiłam, co Ona mi każe, a ona nie chciała pomocy.
Więc czego chciała, o tym innym razem.
Bałam się trochę....gdy zaczęłam brać tabletki i dostawać fiołka...ona znikła na długo.
Miałam ochotę zrezygnować z tych pigułek....ale znów potem zaczęła się intensywnie pojawiać.
Podpowiadała mi co mam mówić i rysować.....Nawet-chciała zdradzić swoją obecność.
Myślę, że chciała mi zaszkodzić, zawsze powtarzała w mojej głowie.
"No powiedz to, to już kompletnie pomyślą, jesteś pojebana i polecisz do tego szpitala. No mów, mów!"
Jej pragnienie było takie silne....że zastanawiałam się czy nie zaczać kłamać.
Tylko ja wiem, jeszcze jedno....że Ona chce mnie zabić, cały czas mówi że mnie nienawidzi i tłumaczy się, że zabija słabą część.
Nie....teraz myślę, że ona jest destrukcyjnym odłamkiem. Chcę mnie nakłonić...abym pomogła jej zabić siebie.
Nie mam pojęcia, czemu chce się zabić. Dręczy mnie samobójczymi myślami, nawet nie mogę spokojnie patrzeć na okno, czy ulicę.
Bo ciągle mi każe i dręczy, wyzywa. Wtedy zaczynam Ją nienawidzieć i siebie- i faktycznie mam ochotę Ją posłuchać.
Uciszyć ten głos w sobie, ten starszny jęk. Mam dosyć słuchania jaka jestem beznadziejną suką i że wszytskie moje dobre uczynki są podszywane egoizmem, za który trzeba się ukarać.
Ona przypisuje sobie wszystkie zwycięstwa i komplementy , mi zostawia wszystkie porażki i wyzwiska(nie przyjmuje ich).
Wszystko wkladam w te szufladki. Dobra, cicha, słaba, płaczliwa, brzydka i zła, okrutna, silna, piękna.
Jak mogę czuć tak przeciwstawe uczucia...nie wiem
dlatego nikt w to nie wierzy....
uznaje mnie za kłamczuchę
wtedy Ona jeszcze bardziej się ze mnie naśmiewa...
dlatego nikomu nie mówie
Nic
To żałosne, że wszyscy starają się leczyć mój smutek.
Nie wiedzą, że to nie on mnie zabija i popycha do Rzeczy. Ja czuję, tego nigdy nie powiedziałam, że musi wydarzyć się coś skrajnego.
Albo ogromna rozpacz, aby skończyć.....alboo ogromna radość, aby skończyć. Nie ma znaczenia, ktoś myśli, jak można skończyć ze szczęścia.
Można....zapamiętać to jedno uczucie, aby się nie skończyło.
Jak się stanie, to Bóg nie wybaczy, dlatego muszę robić dużo dobrego, aby wybaczył.
Dał mi życie, które jest w moich rękach, a jeśli się nie prosiłam?
Na razie jestem pomiędzy. Jedna moja część, tak myśle że ta może nawet chciałąby żyć, a druga...
Miałeś w sobie drugą, piękną istotę lepszą od Ciebie, której zawsze chciałeś słuchać?
I ona była Twoim przeznaczeniem, do którego podświadomie dążysz.
Nie znam jej imienia, wiem tylko jak wygląda. Czasem sobie ją wizualizuje, że stoi gdzieś obok.
Doskonała. Lepiej, gdy czuje że jest gdzieś za moimi plecami, niż odzywa się się tylko w mojej głowie.
Czuję się wtedy bardziej normalna, niż gdybym była wariatką.
Nikt mi nie wierzy, że ona mieszka w mojej głowie.
Każdy kto o niej słyszał, mówi że przecież to Ty.
Może i tak....ale ja czuję jakbyśmy byli osobnymi istotami.
Ona tylko jak demon, czasem wkrada się i opanowuję moją duszę i ciało.
Wtedy myślę jak ona....chciałabym tak myśleć to moja doskonałą część.
Nikt nie wierzy, że słyszę jej głos w mojej głowie, nie to niejest dźwięk- to jest myśl, jakby telepatia.
Mieszka tam i mówi do mnie, skazuje, zakazuje, czasem pochwala.
Niepokoję się gdy milczy....naprzykład teraz w ogóle jej nie słyszę...
Gdy ona milczy, jestem samotna, ale i spokojna, opanowana i nie chce robić złych rzeczy sobie i innym.
Byłam na psychoterapii....
Nikt nie wie dlaczego, wszyscy myślą że chciałam sobie pomóc.
Pani Karolino, skoro pani tu przyszła to znaczy, że chciała sobie pani pomóc.
Ja tylko robiłam, co Ona mi każe, a ona nie chciała pomocy.
Więc czego chciała, o tym innym razem.
Bałam się trochę....gdy zaczęłam brać tabletki i dostawać fiołka...ona znikła na długo.
Miałam ochotę zrezygnować z tych pigułek....ale znów potem zaczęła się intensywnie pojawiać.
Podpowiadała mi co mam mówić i rysować.....Nawet-chciała zdradzić swoją obecność.
Myślę, że chciała mi zaszkodzić, zawsze powtarzała w mojej głowie.
"No powiedz to, to już kompletnie pomyślą, jesteś pojebana i polecisz do tego szpitala. No mów, mów!"
Jej pragnienie było takie silne....że zastanawiałam się czy nie zaczać kłamać.
Tylko ja wiem, jeszcze jedno....że Ona chce mnie zabić, cały czas mówi że mnie nienawidzi i tłumaczy się, że zabija słabą część.
Nie....teraz myślę, że ona jest destrukcyjnym odłamkiem. Chcę mnie nakłonić...abym pomogła jej zabić siebie.
Nie mam pojęcia, czemu chce się zabić. Dręczy mnie samobójczymi myślami, nawet nie mogę spokojnie patrzeć na okno, czy ulicę.
Bo ciągle mi każe i dręczy, wyzywa. Wtedy zaczynam Ją nienawidzieć i siebie- i faktycznie mam ochotę Ją posłuchać.
Uciszyć ten głos w sobie, ten starszny jęk. Mam dosyć słuchania jaka jestem beznadziejną suką i że wszytskie moje dobre uczynki są podszywane egoizmem, za który trzeba się ukarać.
Ona przypisuje sobie wszystkie zwycięstwa i komplementy , mi zostawia wszystkie porażki i wyzwiska(nie przyjmuje ich).
Wszystko wkladam w te szufladki. Dobra, cicha, słaba, płaczliwa, brzydka i zła, okrutna, silna, piękna.
Jak mogę czuć tak przeciwstawe uczucia...nie wiem
dlatego nikt w to nie wierzy....
uznaje mnie za kłamczuchę
wtedy Ona jeszcze bardziej się ze mnie naśmiewa...
dlatego nikomu nie mówie
Nic
Subskrybuj:
Posty (Atom)